Zabudowa kaloryfera. Sposób na brzydki grzejnik

0
Maskownica
Kaloryfer nie musi szpecić wnętrza. Wystarczy go ogpowiednio pomalować lub zamaskować.

Zabudowa kaloryfera to chyba najlepszy i najprostszy sposób na brzydki, duży grzejnik usytuowany w centralnym punkcie mieszkania. Maskowanie jednak to nie jedyna nasza propozycja, czasami warto po prostu go finezyjnie pomalować.

Żeliwne grzejniki w dalszym ciągu spotyka się dość często – zwłaszcza w blokach z lat 70-tych i 80-tych minionego stulecia. Ówczesne budownictwo było dość specyficzne i kaloryfery montowano jak popadnie. Niekiedy ich lokalizacja nie zmieniła się do dnia dzisiejszego i wciąż pozostają w miejscach przynajmniej dziwnych jak na miarę tych czasów. Zdarza się, że nie tylko skutecznie szpecą wnętrza, ale również ograniczają ich aranżację. Niestety przeniesienie kaloryfera w inne miejsce wiąże się z ingerencją w instalację c.o. oraz ze sporymi wydatkami. Nieestetyczny grzejnik można jednak sprytnie zamaskować lub chociaż poprawić jego dotychczasowy wizerunek.

Zabudowa kaloryfera estetyczną osłoną

Aktualny wybór osłon na domowe grzejniki jest ogromny. Do powyższego celu można wykorzystać elementy gotowe lub wykonać zabudowę samodzielnie. Osłony grzejnikowe robi się z drewna, płyt MDF, stali, szkła oraz rattanu i wikliny. Te, które dostępne są w sklepach mają zróżnicowaną formę i nie sprawiają trudności montażowych. Najczęściej mocuje się je do frontu kaloryfera (np. na dołączone magnesy) lub poprzez zespolenie ze sobą czterech ścianek (pełna zabudowa kaloryfera: z przodu, po bokach i na górze).

Dowiedz się: Czy warto wymienić stare grzejniki żeberkowe

Wybierając dany model osłony, warto dopasowywać ją do stylistyki wnętrza oraz wymiarów kaloryfera. Oprócz kilku standardowych wielkości osłon, można również indywidualnie zamówić inne ich rozmiary.

Bardzo ważna w osłonach jest ich ażurowa forma, dzięki której ciepło może swobodnie przepływać do pomieszczeń. Trzeba przyznać, że niektóre ażury pełnią nie tylko funkcję osłaniającą, ale również są bardzo efektowną dekoracją wnętrza. Z dużym powodzeniem można dobrać wzór pasujący do stylu nowoczesnego, klasycznego, eklektycznego, loftowego i wielu innych aranżacji.

Praktyczna półka nad kaloryferem

Półki montowane tuż nad grzejnikiem nie są żadną nowością, choć ciągle zmieniają swoją postać i przeznaczenie. Rozwiązanie tego typu stosuje się w przypadku grzejników zlokalizowanych niestandardowo (znajdujących się w innych miejscach niż pod oknem). Dawniej półki te były składowiskiem różnych przypadkowych przedmiotów. Aktualnie wykorzystuje się je zdecydowanie do celów dekoracyjnych, czyli wyeksponowania pięknych rzeczy, ulubionych bibelotów, zdjęć i innych tego typu elementów.

Najlepiej prezentujące się półki nad kaloryferem to te, które połączono z płaską osłoną frontową. Doskonałe efekty uzyskuje się poprzez zastosowanie tych samych materiałów i kolorów. Odważniejsi mogą też oczywiście eksperymentować i zestawiać różne surowce i barwy. Sprawdzoną i dobrą kompozycją jest chociażby stal i szkło czy drewno i wiklina. 

Kaloryfer w pełnej zabudowie – efektowne szafki grzejnikowe

Szafka grzejnikowa to najbardziej zaawansowana postać maskownicy na nieestetyczny kaloryfer. Majsterkowicze z ogromną pasją wykonują takie zabudowy, bo nie jest to bardzo skomplikowane zadanie, a może zaowocować fantastycznym efektem końcowym. W powyższy sposób można stworzyć bardzo zgrabne mebelki imitujące różnego rodzaju komódki, komody, nocne szafki, itp. Oczywiście nie będą one funkcjonalne w środku (nie będzie można w nich niczego przechowywać), ale za to mogą stanowić niebagatelną dekorację wnętrza. Najczęściej tworzy się je z naturalnego drewna (lakierowanego, olejowanego lub pokrytego farbą w wybranym kolorze) lub z meblowych płyt, w których w dowolny sposób wycina się otwory.

Bardziej pomysłowi wykonawcy rozszerzają swoje dzieła o kolejne półki lub szafki, tworząc zabudowy nawet i na szerokość całej ściany. W powyższy sposób można zrobić uroczą niską biblioteczkę czy szafkę na sprzęt audio-wizualny. Nieestetyczny kaloryfer zostaje sprytnie zamaskowany, a domownicy zyskują ciekawy element wystroju wnętrza i dodatkową przestrzeń do przechowywania.

ZobaczJak pomalować kaloryfer, by wyglądał jak nowy 

Kaloryfer w kolorze ściany

Pomalowanie starego kaloryfera na kolor, na który pomalowana jest ściana jest najprostszym i najtańszym sposobem na to, by urządzenie grzewcze mniej rzucało się w oczy. Wiadomo, że poprzez zabieg malowania nie stanie się ono niewidoczne, ale z pewnością będzie mniej straszyło.

Do malowania starych żeliwnych grzejników służą specjalne farby. Należy pamiętać, że nanosi się je wówczas, kiedy grzejnik jest zimny, czyli poza sezonem grzewczym. W przeciwnym razie farba będzie się odspajać od powierzchni i szybko straci swój pierwotny urok. Producenci wyrobów malarskich przeznaczonych do omawianego celu oferują już nie tylko znane od pokoleń sreberka, ale także emulsje w dość zróżnicowanej kolorystyce. Wciąż jest jednak tak, że inne produkty służą do malowania kaloryferów z żeliwa, a inne do odświeżania stalowych grzejników płytowych.

Kaloryfer artystycznie

W niektórych wnętrzach, stary podniszczony kaloryfer prezentuje się po prostu dobrze i w ogóle nie trzeba z nim niczego robić. Oczywiście pod warunkiem, że wciąż prawidłowo działa. Surowe żeliwo dobrze wkomponuje się np. w stylistykę loftową oraz w tak modny w ostatnim czasie styl shabby chic.

Osoby z artystyczną duszą zamiast maskować grzejnik, decydują się na jego wyeksponowanie. Można to zrobić poprzez ciekawe pomalowanie tego elementu (np. w stylu ombre, wielokolorowo czy po  prostu na jedną, ale ciekawą i wyrazistą barwę). Przed przystąpieniem do odświeżania żeliwa musimy jednak pamiętać, że najpierw trzeba je oczyścić. Najlepiej jest zrobić to szczotką drucianą. Inną sprawą jest to, że staranne pomalowanie wszystkich żeberek i miejsc pomiędzy nimi wymaga zastosowania specjalnego pędzla. To tzw. kaloryferowiec, czyli przyrząd o wydłużonym trzonku oraz specjalnym długim i sztywnym włosiu. 

Oceń artykuł
5,00 / 2 głosów
Co sądzisz na ten temat
Zaloguj się i skomentuj pierwszy
Więcej na ten temat:

Autor: Wojciech Lechowski

Polecamy Ci również

Zobacz także